• Płomyk co chwila rozpala się
    Co jakiś czas zalany łzą przygasa

  • Cienie tańczące w oddali
    Wśród lasów tajemnych
    Rozświetlonych barwą księżyca

    Trzymają się za ręce
    Wirują, dziękując za wszystko ziemi
    Modląc się od gwiazd

  • Stracił pamięć raz człek jeden,
    Z miłości i czarów pocałunku,
    Tych ust lekkich, elfki leśnej zjawy

  • Szmeru szelest liści, tętno wzmógł,
    To znowu kruk, trwogę niepotrzebną wzbódził.
    Nieba inkałst ciemniejący, to znów błyskiem rozświetlany,
    Coraz szybciej grzmotem doganiany.
    Wiatr w chciwości porywie tuman liści co rusz to porywał.

  • W rozpostarte skrzydła wiatr dmił nieustannie - lotki furkotały
    Gwarnych mew szmer nieustanny, dolatywał z oddali
    Końców skalnych głazów rozgrzanych, ostry dotyk czuł pod stopami
    Z przymróżonych oczu, łzy lekko po policzkach spływały

  • Roztańczeni szamani wirowali w opętańczym szaleństwie
    Kolory migocząc przywoływały wspomnienia dawnych zapomnianych krain
    Otaczająca Ciemność jakby odeszła - nieistotna, ognie wypełniały przestrzeń
    Wydawałoby się że wszyscy tańczyli zostawiając za sobą ślad żywego ognia.

Copyright © 2002-2011 Jakub Jankiewicz